Nieautoryzowane
(spisane z taśmy)
wystapienie Krzysztofa Appelta
na Otwartym Zebraniu Parafian.
(Wystąpienie przewodniczącego rozwiązanej Rady Parafialnej było odpowiedzią na pojawiające sie plotki na temat działania ciał wybieralnych misji oraz ich kontaktów z księdzem Jerzym.)
<nieczytelne>zostałem wybrany przewodniczącym, i w związku z moimi doświadczeniami przy zakupie tego koscioła, przy zbieraniu pieniędzy na kupno tego kościoła, zostałem wybrany przewodniczącym i ksiądz zaprosił mnie żebym prowadził budżet.
Moją funkcją było przewidywanie ile w danym roku możemy zarobić pieniędzy, ile pieniędzy musimy wydać na spłatę (pożyczki na kosciół), ile pieniędzy musimy wydać na utrzymanie kościoła. Przez 12 lat funkcjonowało to bardzo dobrze. W ciągu tych 12 lat spłaciliśmy ponad 250 tysięcy pożyczki, kościół został odnowiony i dzisiaj jest to co państwo widzą.
W tym samym czasie funkcjonowała Komisja Finansowa. W związku z tym że ja zajmowałem sie budżetem, funkcje komisji finansowej to bylo przede wszystkim: dokładne zbieranie pieniedzy co niedzielę, wprowadzenie sumy do protokołów - trzy osoby brały udział w liczeniu, trzy osoby podpisywały protokół. Pieniądze zostawały następnego dnia wpłacane do banku, Ksiądz dostawał kopie protokołu. Wszystkie wydatki były dokładnie księgowane przez pana Bełzę. Z każdego roku istnieje książka wszystkich wydatków dotyczących naszego koscioła.
Ponieważ przeciętna roczna z tacy, wynosiła pomiędzy 55 a 70 tysięcy – w największych porywach szczodrosci zdobylismy się na 70 tysięcy składki rocznie. 70 tysięcy rocznie niestety nie wystarczało na utrzymanie kościoła.
Stworzylismy festiwal. Przez 11 lat dochód z festiwalu stanowił około 40% dochodu naszej parafii. Każdy festiwal był niezależnie rozliczany. Było stworzone konto festiwalowe na którym istniały 4 osoby: ksiądz Stanisław Kowalski, oprócz tego 3 osoby z komisji finansowej festiwalu.
(Przepraszam muszę wypić łyk kawy – wiecie państwo jestem bardzo zdenerwowany, bo nie spodziewałem się że będę musiał być w takiej w sytuacji po 12 latach.)
Każdy festiwal był tak samo rozliczany jak rok parafialny – książka z wszystkimi wydatkami, wszystkimi dochodami, każdy wydatek był notowany.
W roku 2001 ksiądz Stanisław ogłosił 2-gie wybory do rady parafialnej. Wybory były demokratyczne, było więcej kandydatów niż miejsc. Udało mi sie wygrać również te wybory, dzięki woli państwa i znowu zostałem przewodniczącym Rady Parafialnej.
Po odejściu księdza Stanisława, przyszedł ksiądz Edward Traczyk. Ksiądz Edward zaraz po przyjeździe spotkał się z Rada Parafialną, wysłuchał sprawozdania, przyjął całkowicie zasady działania Rady Parafialnej – jeszcze dodam że oczywiście co roku sprawozdanie z kościoła było rozdawane wiernym razem z biuletynem – i postanowił nie przeprowadzać nowych wyborów. Rada Parafialna została tak jak jest, zasady działania zostały tak jak były do tej pory. Ksiądz Edward nie wyraził życzenia żeby być wpisanym na konto festiwalowe jako osoba figurująca na koncie.
Chciałbym teraz zaznaczyć że nieprawdą jest że ksiądz Edward Traczyk – zresztą prosił mnie osobiscie żebym to przekazał – chciał z tąd wyjechać, ani po roku nie pisał do nikogo o to podania. Po 3 latach, wbrew swojej woli, wykazując tylko posłuszeństwo zakonne, zgodził się przeniesć do parafii na wschodnim wybrzeżu. Natomiast słyszelismy ze było jasno powiedziane, że już po roku ksiądz Edward chciał stąd wyjechać.
(głos z sali): To ksiądz powiedział.
W każdym razie ksiądz Edward prosił mnie osobiscie parę dni temu, żebym przekazał że nie miał takiego zamiaru i takiego listu nigdy nie pisał.
Na odejscie księdza Edwarda przyjechał ksiądz Jerzy Frydrych i muszę przyznać że mielismy z nim bardzo niewiele kontaktów. W jednym z pierwszych kontaktów prosiłem go o spotkanie z Radą Parafialną, natomiast do takiego spotkania nie doszło. Pierwsze spotkanie Księdza z Radą Parafialną nastąpiło 9 miesięcy po jego przyjeździe, na moje wyraźne żądanie. Chodziło wtedy o zatwierdzenie remontu koscioła w postaci klimatyzacji i naprawy elektryczności.
Ksiądz Jerzy również nigdy nie spotkał się z Radą Finansową. Jego pierwsze spotkanie z Radą Finansową było w momencie jak ich bezceremonialnie zwolnił parę tygodni temu.
Chciałbym teraz zaznaczyć, że w mysl Prawa Kanonicznego, osobą odpowiedzialna za kosciół jest ksiądz. Rada Finansowa i Rada Parafialna są ciałami doradczymi. Rada Parafialna nie jest zobowiązana do robienia sprawozdań, Rada Finansowa też nie jest zobowiazana do robienia sprawozdań, osobą która jest odpowiedzialna za to jest Ksiądz. Ksiądz prosi radę – proszę zrobić sprawozdanie, lub proszę pomóc mi zrobić sprawozdanie. Jeżeli Ksiądz się nie spotyka z Radą Finansową i Parafialną, nikt nie może mieć pretensji (do Rady Finansowej) że takich sprawozdań nie było w ciągu ostatniego roku.
Cośmy do tej pory ustalili:
Dzisiejsza Rada, Rada która została zwolniona, została wybrana 5 lat temu. Wybory ( do rady) odbyły sie 2 razy. Wszystkie działania finansowe były całkowicie zgodne z Prawem Diecezjalnym, i ksiądz Jerzy od czasu swojego przyjazdu, ani razu się z Radą nie spotkał – przez 9 miesięcy.
Teraz chciałbym się troszeczke bardziej zająć tym co sie stało od przyjazdu ksiedza Jerzego.
Ja rozumiem ze ksiadz Jerzy przyjechał tutaj bardzo entuzjastycznie nastawiony, że robimy zmiany, natomiast nigdy z nikim tych zmian nie dyskutował – po prostu je robił, bez jakigokolwiek zwracania uwagi na nasz stan budżetowy, na nasze możliwosci finansowe, czy na to jak my byśmy widzieli Kościół. Takiej dyskusji nigdy nie było. Ani z żadnym z nas, ani z Radą, ani z nikim indywidualnie.
Słyszałem też o tym że „pan Krzysztof o wszystkim wiedział”. Chciałem powiedzieć o tym że wiedziałem – po fakcie.
Któregos dnia jak przyszedłem do kościoła zobaczyłem że został zrobiony ołtarz, nigdy nie wiedziałem ile to kosztowało. Zauważyłem że są zrobione szafki w zakrystii – nigdy nie było to dyskutowane.
W momencie jak się dowiedziałem że są zaawansowane prace nad klimatyzacją, zażądałem spotkania Rady Parafialnej. Osobiscie uważam że nie były to wyrzucone pieniądze, bo została zrobiona elektryczniość, która w naszym Kościele była w strasznym stanie, natomiast fakt, że przez 9 miesięcy nie było nic z nikim dyskutowane, jest bardzo złym znakiem, i wydaje mi sie że myśmy nie byli przyzwyczajeni tak „współpracować” z Księdzem.
W sumie, z tego co wiem, zostało wydane 50 tysięcy dolarów na zmiany które ja bym uważał za nie konieczne. Co do tego nie było żadnej zgody Rady Parafialnej, nikt z posród nich nie był pytany o zdanie.
Następna kwestia – bardzo dramatyczna kwestia – może od tego się wszystko zaczęło – kwesta Koscioła. Kupujemy nowy Kosciół, sprzedajemy Kosciół, od tego zaczęły się różnego rodzaju dyskusje na Internecie.
Nie ukrywam, że Ksiądz przyjechał z pomysłem kupienia nowego Koscioła. Każdy Ksiądz chce żeby kosciół sie rozwijał i jest rzeczą naturalną że każdy Ksiądz patrzy na to żeby nowy kosciół kupić, albo kosciół rozbudować albo upiększyć. Natomiast tego typu dyskusja i tego typu zamierzenia, powinny być dyskutowane z parafianami, jak również powinno się patrzeć na nie z perspektywy budżetu – czy nas stać.
Wiem o tym że odbyła się wizyta u Biskupa, z Księdzem Prowincjałem Chrystusowców – sam nawet byłem z księdzem Jerzym u Biskupa, gdzie dyskutowany był nowy kosciół. Moje stanowisko było bardzo jasne: jeżeli zapełnimy ten kosciół i pokażemy tacę od 2-ch do 3-ch tysięcy tygodniowo, to możemy mysleć o nowym Kosciele. Dopóki nasza kasa wynosi 700..800 dolarów tygodniowo, nie wymyślajmy że będziemy w nowym Kościele i skupmy się na tym co mamy. Wydaje mi sie że z tych dyskusji, których zresztą ksiądz Jerzy nigdy publicznie z nikim nie konsultował – co jest błędem – powstały plotki dotyczące sprzedaży tego Koscioła, czy innych wad u Księdza.
Następna sprawa – sprawa mieszkania księdza, która wszystkich dręczy. Muszę przyznać że dużo na ten temat nie mogę powiedzieć, dlatego że jakkolwik świetnie znam stanowisko obu stron tj. stanowisko właścicielki domu i stanowisko Księdza - są to stanowiska tak dalece rozbieżne, że nie jestem w stanie w żaden sposób obu stanowisk przedstawić. Fakty są takie: przez 12 lat Ksiądz Stanisław i Ksiądz Edward mieszkali w domu w La Mesie. Nie był to wysoki standard, natomiast oferował wyżywienie, opierunek, dwa pokoje, łazienkę. Ksiądz Jerzy odmówił wprowadzenia się tam. Bez jakichkolwiek konsultacji ze mną czy z Rada czy z kimkolwiek z parafii, po prostu nie wprowadził sie tam.
Został przygarnięty przez jedną z naszych parafianek, na trzy miesiące ... Potem wyszła ta nieszczęsliwa sprawa domu, której dyskutować nie chcę.
Pewnego dnia Ksiądz zapytał się mnie, gdzie kupić meble. Powiedziałem że my wszyscy kupujemy w IKE-i, jak również że są inne tanie miejsca, gdzie można meble do jednego czy dwóch pokoi kupić. Następne co się dowiedziałem, to to że na meble zostało wydane ponad 20 tysięcy dolarów. Tak że nie prawdą jest również to, że ja wiedziałem o tym. Nikt się nie spytał jaki mamy budżet na meble. Nikt się nie spytał Rady Parafialnej ile z budżetu możemy na te meble wydać. Po prostu pieniądze były wydane.
W każdym bądź razie, wypożyczenie domu dla Księdza skończyło się w sierpniu – ja niestety byłem wtedy w Polsce – z tego co wiem odbyło się spotkanie Rady Parafialnej na którym Ksiądz przedstawił sytuację, po czym wynajął mieszkanie, które niestety, tak jak mówiłem, nie jest ani luksusowe, ani specjalne, natomiast jest bardzo drogie – kosztuje 1870 dolarów miesięcznie – za dwie sypialnie. Z tego co dowiedziałem się później, w tym samym czasie Ksiądz dostał adresy apartamentów w Clermount, które kosztowały 800...900 dolarów miesięcznie, tak że trudno mi uwierzyć w sytuację że Ksiądz nie miał innego wyjscia. Po prostu zdecydował, bo jest blisko, bo jest wygodnie i jest zielono. Też nie mogę tego krytykować, każdy z nas chce mieszkać lepiej, natomiast kwestią jest czy stać nas na taki wydatek.
Chciałbym tylko jeszcze dodać parę słów, mianowicie we wrzesniu Rada Parafialna, na podstawie zażaleń parafian, odbyła spotkanie z Księdzem, na którym myśmy go prosili o zmianę zachowania, ograniczenie wydatków i większy kontakt z parafianami. Miesiąc później zostaliśmy wyrzuceni, tj. bezceremonialnie zwolnieni ze swojej funkcji.
W grudniu, Komisja Finansowa poprosiła Księdza o rozliczenie paru nie rozliczonych czeków. Tydzień później zostali zwolnieni ze swojej funkcji. Wydaje mi się że jest to dosyć wygodny sposób eliminowania ludzi którzy chcieliby się dowiedzieć prawdy, albo którzy by chcieli prowadzic taką ... Nie wiemy czy na dłuższą metę można tak czynić.
Na zakończenie chciałem tylko powiedzieć jedną rzecz, że nie chcę przedstawiać Księdza jako człowieka który jest jedynym winnym za wszystko. Ja muszę przyznać że miałem pewne sygnały, w pierwszej połowie tego roku, że Ksiądz wydaje za dużo pieniędzy. Wydawało mi się że można nad tym przejsć do porządku dziennego, jeżeli nastąpi porozumienie z parafianami, otwarta rozmowa, i nie ukrywanie prawdy. Uważam ze mamy na tyle zasobów finansowych że 30, 40 czy 50 tysięcy dolarów wydanych przez Księdza nie rzuca nas na kolana, to nie o to chodzi. Według mnie chodzi o to że opinie wielu wiernych, wielu przyjaciół, wielu parafian są po prostu ignorowane. Uważam że to co odbywało się przez ostatnie parę miesięcy w naszej wspólnocie, jest niedobre. Dlatego bardzo chciałbym żeby na dzisiejszym spotkaniu, każdy mógł przedstawić swój punkt widzenia, nie zasłaniając się pseudonimem ani Internetem, jak równiez nie zasłaniając sie powagą ołtarza - to co widzielismy w ciągu ostatnich paru tygodni, gdzie według mnie Ksiądz przedstawiał z ołtarza opinie conajmniej mało prawdziwe.
I ostatnie zdanie. Historycznie, nasz budżet miesci się w granicach 110 tysięcy dolarów rocznie. Na dzień dzisiejszy, utrzymanie Księdza kosztuje 55 tysięcy – tak dalej, uważam, być nie może. Za nim wyszły sprawy z przeprowadzkami Ksiedza zostały zrobione plany przebudowy domku – te plany architektoniczne istnieją – to jest 900 stóp kwadratowych powierzchni, gdzie można zrobić 2 sypialnie, kuchnię, salonik - własnymi siłami – i Ksiądz może mieszkać godnie. Może to nie jest La Jolla, może to nie jest eleganckie, natomiast godne czyste i spokojne. Bardzo mi przykro, że Ksiądz z tych planów nie skożystał, mimo że wielokrotnie były one mu przedstawiane przez ostatni rok.
Wydaje mi się że zabrałem państwu dosyć czasu, bardzo serdecznie państwa przepraszam za moje zdenerwowanie, ale ja poswieciłem...
(wypowiedź przerwana długimi brawami).